O autorze
Ostatnia notka biograficzna, pisana do Aktivista opierała się na postaci kota Andrzeja. Kot niestety uciekł, zostałem ja. Po latach spędzonych w Jazz Radio, po nocach w klubach ze słuchawkami na uszach (jakkolwiek niedorzecznie to brzmi) odnalazłem siebie jako samozwańczego badacza popkultury, kuchennego gitarzystę. Pisanie jest ok. Studiuję, pracuję.

Czego i Państwu nie życzę

Długo nie pisałem. Pochłonięty sesją i podróżami między północą a centrum szkicowałem w głowie kolejne tematy, które nigdy nie chciały się dopełnić. Nowy rok rozpoczął się nawałem pourywanych myśli. Prócz tego co w mojej głowie, mam takie wrażenie jakby świat również zaczął się szybciej kręcić.

Początek roku to podsumowania tego co minęło. Te filmowe lekko rozczarowały, że to wszystko nie dla mnie, że za stary jestem na pop XXI wieku. Muzyka przeraziła, listy najlepszych w minionym roku co i rusz otwierały zakurzone klapki mózgowe z lat 90. Aż w końcu wróciłem do tych albumów, filmów sprzed ponad dekady czując się lekko staro i nie na miejscu. Kolejne rewolucje to tylko deja vu, w pełni uzasadnione tym co dobrze znane. Patos i melancholia, trudne sprawy, zawiedziony tak zwaną kulturą uciekałem do zespołu Weekend, kradnąc odrobinę szczęścia i wytchnienia Polsce B.



Dzisiaj znów piszę, tematem dnia jest, znów, matka Madzi, co pozwoli zwolnić i wrócić do oswojonego roku 2012. Oswojony temat, w czasach gnających mediów gdzie czytanie każdego artykułu sprawia że dziesiątki razy pytam "dlaczego?" nie łapiąc toku rozumowania dziennikarza. Jakby ludzie tęsknili do pięknych tez, których zbyt nie potrafią udowodnić. I ja też gnam, narażając się na krytykę lub próbując, choć trochę, oddać siebie w tej szalonej zimie.

Gwiazdy spadają, papieże odchodzą, baseny olimpijskie orbitują blisko ziemi, w Marsie ludzkość wywierciła dziurę, a w polskiej polityce przedszkole. Już nie oglądam, nie czytam, nie wstydzę się zupełnie. Jakie to ma znaczenie. Tak pociągniemy przez jakiś czas, patrząc na kopaninę, już nawet nie pod stołem, pociągniemy do następnej katastrofy, bo prócz siniaków i żachnięć nic tak dobrze polskim politykom nie wychodzi. Katastrofa nas zjednoczy, na chwilę by móc zacząć raz jeszcze. A to wszystko live bo dostęp do władzy daje możliwość roztrząsania każdej głupoty. A ja będę się starzeć między krzykiem informacji a pudelkiem zastanawiając się kiedy, nam wszystkim, się to znudzi.

Czego i Państwu nie życzę.
Trwa ładowanie komentarzy...