O autorze
Ostatnia notka biograficzna, pisana do Aktivista opierała się na postaci kota Andrzeja. Kot niestety uciekł, zostałem ja. Po latach spędzonych w Jazz Radio, po nocach w klubach ze słuchawkami na uszach (jakkolwiek niedorzecznie to brzmi) odnalazłem siebie jako samozwańczego badacza popkultury, kuchennego gitarzystę. Pisanie jest ok. Studiuję, pracuję.

Popkulturowa próżnia

Dwie, wydane w Polsce powieści Johnatana Franzena nasunęły myśl dość szeroką nad filmem i muzyką.

To niesamowite. Ten świat zawarty w książkach, filmach, gdzie bohaterowie słuchają muzyki, oglądają filmy, nawet telewizję, czytają gazety. Zdaję sobie sprawę jak mało odkrywczo brzmi ta myśl. Bo w końcu co w tym nadzwyczajnego. Tak powinno być, w fabule osadzonej w czasie i miejscu nie da się uciec od rzeczywistości. Tylko czemu tutejsi twórcy tak usilnie próbują od tego uciec.



Polskie seriale, obyczajowe sagi w których rzeczywistość odbija się jedynie w lokowaniu produktu. Samochody, banki i produkty spożywcze odpowiadają za teraźniejszość. Wydaje się że produkcje historyczne powstają by zapełnić sale kinowe uczniami, a rzeczy współczesne są jedynie nośnikiem reklam. Bohaterowie nie słuchają muzyki, nie posiadają żadnych cech osobowości wykraczających poza fabułę. Pamiętam kiedy w licealnych czasach statystowałem przy filmie dla młodzieży reżyser kazał mi zasłonić logo zespołu z mojej koszulki bo inny zespół był odpowiedzialny za muzykę do obrazu. Patrzę na ścieżkę dźwiękową z serialu "39 i pół" , o którym na oficjalnej stronie czytamy "Darek Jankowski (Tomasz Karolak) to facet dwóch pasji: punk rocka i żużla", a na soundtracku błąka się gdzieś T.Love, reszta to utwory nie mające nic wspólnego z pasją Darka. A przecież można by w czterdziestu czterdziesto-minutowych odcinkach opowiedzieć coś o tej muzyce, festiwalach w Jarocinie. Muzyczna przeszłość Darka nie jest tu istotna, jego fascynacje luźno powiązane są z fabułą.

Czemu w polskim filmie bohaterowie włączają radio tylko po to by poleciał jingiel stacji? Krajowe soundtracki przegrywają z zagranicznymi. I nie trzeba kolejny raz pisać o Quentinie Tarantino czy Cameronie Crowe, który nim zaczął robić filmy był dziennikarzem muzycznym. Wystarczy spojrzeć na produkcje Judda Apatowa, reżysera takich filmów jak "Wpadka", "Supersamiec" gdzie popkulturowa otoczka scenariusza buduje nam bohaterów. Amerykańskie produkcje pełne są dobrych pioseneki, nawet "Zmierzch", "Transformers" bo jak inaczej opowiadać o nastolatkach bez muzyki? W ostatnim numerze "Gazety TV", David Duchovny, mówi Wojciechowi Orlińskiemu o swojej roli w Californication "Muzyka jest ważnym narzędziem budowania tej postaci.".

Tak samo jak piosenek brakuje mi miejsc. Te parę ulic, krakowski rynek, jeśli Kraków, Pałac Kultury i most Świętokrzyski w stolicy. Wszystko w dusznej atmosferze tej samej ulicy, bo przecież to nie ważne. Od trzydziestu lat mieszkam w Warszawie i nie poznaję miasta które oglądam na ekranie. Jakby sposób życia, spędzania wolnego czasu nie odbijał się w filmowych opowieściach. Gdzie są nadwiślańskie plaże, parki, nawet starówka jest wypierana przez szkło i metal kilku miejscowych drapaczy chmur. A może to ma być takie uniwersalne, dziać się nigdzie czyli wiadomo że wszędzie. Paryż, Nowy Jork, potrafią żyć w naszej świadomości choć nigdy tam nie byliśmy. Nie ma znaczenia na ile ten obraz jest przekłamany. Jest, po prostu, tak jak w rodzimej kinematografii nie ma to znaczenia. Mieszkania bohaterów pozbawione jakichkolwiek znaków szczególnych, jakby ktoś dopiero się wprowadził. Wszystko wyludnione i nieprawdziwe. Po co wymyślać niby nowe, lepsze "tu i teraz"?

Jak mam wierzyć w polskie kino skoro nie mówi mi nic o świecie który widzę na co dzień? Jak wierzyć kiedy omija rzeczywistość zawieszając losy bohaterów w próżni?
Trwa ładowanie komentarzy...