O autorze
Ostatnia notka biograficzna, pisana do Aktivista opierała się na postaci kota Andrzeja. Kot niestety uciekł, zostałem ja. Po latach spędzonych w Jazz Radio, po nocach w klubach ze słuchawkami na uszach (jakkolwiek niedorzecznie to brzmi) odnalazłem siebie jako samozwańczego badacza popkultury, kuchennego gitarzystę. Pisanie jest ok. Studiuję, pracuję.

A może by tak zamknąć Grochowską...

Szumiącą mi za oknem, niezależnie od pory. Kiedy ucichną tramwaje przejeżdżają motory. Mkną, jakkolwiek estyma tego słowa nie oddaje tego co się dzieje za oknem. Otwartym, ze względu na porę roku. Mkną nieregularnie, inaczej niż monotonny bit śródmiejskich knajp.

Ja już przywykłem, moja dziewczyna nie. Dla niej to katastrofa, kiedy u mnie nocuje. Stracone noce w które miast baranów liczy interwały sygnalizacji przed domem. A tego nikt na sen nie poleca. Wtedy, dla niej. zaczyna się piekło. Niesiony protestami centrum proponuję, niech moja dziewczyna też tu odpocznie i sąsiedzi i ja.



Musimy spać żeby pracować, wypoczywać, Karol Marks o tym pisał. Choć on zły przez nasze losy to może jestem pierwszy w kolejce. Gdzie tam usypiać knajpy, najpierw Grochowską zamknijmy. Tam w Śródmieściu emeryci narzekają, a ja w wieku produkcyjnym bardziej bez Grochowskiej się przydam. Moja cisza ważniejsza. Przecież mieszkam tu bo chcę, nie ruszę się, niech władza się ruszy bo utrzymuję ją i siebie. Albo niech Grochowską w kokonie zamknie, drzewami obsadzi bo marzy mi się park za oknem, Przysięgam, słoikiem nie jestem więc prawo mam do więcej.

Władzę chciałbym przepraszać. i po trosze dziękować. Że już nie pije piwa w parku, na ławce, elementem nie jestem. Teraz jak pan, obok tej ławki w ogródku knajpy siedzę, na krześle wygodnym, pod parasolem kiedy pada. A na ławkę mam baczenie, z odległości paru metrów ustawowego bronię wychowania w trzeźwości, pilnuję by element złych wzorców butelkami z alkoholem nie dawał. Piję w kuflu.

Komunikacją miejską się poruszam płacąc miesięcznie za czas w niej spędzony. Za karawany tramwajów sunące powoli przez miasto, za relaks i kontakty towarzyskie w kolejce miejskiej między Wschodnim a Olszynką celebrując cieplejszą porę w upale pociągu. Płacę więcej bo więcej mnie tam, Innych też. Rower mam, górski, w sam raz na warszawskie krawężniki. Rolki kupiłem i wdzięczny jestem za te kilka metrów asfaltu na których jeździć się uczę, bo jeszcze z wątpliwymi umiejętnościami bym się dalej wypuścił generując problemy na ścieżkach. A tych nie ma tak wiele by tam ludzi z problemami wpuszczać.

Kiedy jadę samochodem to niemal tańczę podskakując na akcentach stołecznych dróg. Ale nie, częściej stoję. Wtedy mniej spalam paliwa i trochę mi wstyd że Państwo mniej zarabia, ale to dla mojego dobra więc wdzięczny jestem. Bo jeszcze szybciej bym pojechał, szybkością która zabija. W trzy godziny był w Gdańsku, nie poczuł podróży, że jest inaczej i wtedy romantyzm polski, romantyzm dróg, polskie drogi odebrałyby cały urok wyprawy nad morze. Jaka to radość czuć podróż do ukochanej, miejsc piękniejszych!

Niech tylko błąd popełnię, w parku, w autobusie, to mundur widzę. I słyszę że ja szybciej zapłacę mandat niż ten pan który w istocie przegiął, bo z nim to większy problem, kary nie zapłaci, śmierdzieć władzy będzie w samochodzie służbowym, a jeszcze władza przesiąknie gubiąc autorytet, ja za czyszczenie zapłacę. Jestem lepszy do karania, więcej mam do stracenia, do zapłacenia by żyło się lepiej.

Przecież ja rozumiem że znikają autobusy, zmieniają trasy. Wymyślili to mądrzejsi ode mnie, którzy swoją wiedzą zasłużyli na to by komunikacją nie jeździć, spać w ciszy i nie musieć siedzieć w parku bo ich ogrody to parki, ciche i przytulne. Może są oni daleko ode mnie, ale raz na parę lat jakby bliżej.

Wybaczam, rozumiem. Nawet ostatnio dzwoniąc na 112, łącząc się z Komendą Stołeczną mówiłem że młodzież kolorowa, lekko podpita demoluje przystań pod Poniatowskim, wyrzucając jej elementy do rzeki. Nikt nie przyjechał. I racja, wszystko już było w wodzie kiedy po drugiej stronie rzeki grała muzyka, którą spokojnie można było uciszyć.

Mam 31 lat, to o 29 za dużo i o 40 za mało. Jestem w wieku wolności, w wieku którego nikt tutaj nie obchodzi.
Trwa ładowanie komentarzy...