O autorze
Ostatnia notka biograficzna, pisana do Aktivista opierała się na postaci kota Andrzeja. Kot niestety uciekł, zostałem ja. Po latach spędzonych w Jazz Radio, po nocach w klubach ze słuchawkami na uszach (jakkolwiek niedorzecznie to brzmi) odnalazłem siebie jako samozwańczego badacza popkultury, kuchennego gitarzystę. Pisanie jest ok. Studiuję, pracuję.

Vampire Weekend, recenzja jakiej nie znacie. Modern Vampires of the City.

Internet
Poniedziałek. Wszystko co głupie i niepotrzebne przydarzyło się dziś ze zdwojoną siłą. Spóźnione budziki, tramwaje, zapchane, zaparowane, przesiąknięte wilgocią. Łamały się parasole i życie, znów.

Nigdy nie łapałem się na kolejne muzyczne mody, raczej z opóźnieniem reagowałem robiąc dobrą minę do złej gry albo dobrą do gry której nie znałem wcale. Słuchałem z przyzwoitości, z wyrzutów sumienia, dla podtrzymania autorytetu cudem ocalałego wśród grupy przyjaciół. Choć nie sądzę by kiedykolwiek był większy.



Kilka rzeczy musiało się zbiec. Nowy telefon, zaparowane miasto, podróż po nim i nie znane, dotąd, płyty. Za recenzję powinno wystarczyć to że by nie wracać do domu, by słuchać dalej przejechałem kolejny przystanek, dalej piechotą na skraj Olszynki Grochowskiej przez miejscowych nazywanej lasem. Bałem się tej nowej muzyki, nowego rocka, nowych szufladek. Nowe zawsze udawało stare, gorzej. Ale ta płyta otworzyła potężną szufladę, dobrze znaną gdzie to wszystko co w muzyce uwielbiam miesza się w podtekstach i kontekstach. Że i The Beatles spotykają Stonesów i R'n'b i punk rock bezpretensjonalnie się mieszają. Nie trzeba erudycji by miło spędzić czas, by zagubić się na chwile. Wyświechtanie się zagubić. To dobrze że muzyka pozwala myśleć, dobrze że nie nakazuje. Nie pierwsza płyta, nie druga, tylko spokój twórczy, uznanie sprawia że kolejne produkcje są lepsze. Już nie ma się z czego wyrywać. W świecie ogólnego dobrobytu tylko spokój tworzenia gwarantuje jakość. Historia kołem, debiutanci potencjałem. Tylko czasem nie wystarcza, czasem trzeba przemyśleć, wiedzieć gdzie się jest, co było i na podstawie tego zbudować nową jakość. Ale dość tych problemów, słuchajcie po prostu, bo to dobre.

I nie wiem czy jutro będę mieć rację, czy ta płyta wytrzyma poranek, ale jak to piszę jeszcze nie zdjąłem słuchawek, gram z telefonu, a to już coś. Bo w zalewie przewijania do przodu ostatnio zdobyłem rekordy.

Jutro, o 7:30 wsiada w tramwaj. Posłucham i opowiem dalej.
Trwa ładowanie komentarzy...